Planety pana Mikołaja
W piątek mama zabrała mnie z Hanką do Warszawy. Pojechałyśmy pociągiem. Oczywiście, Hanka przez całą drogę jadła. Ja słuchałam "Mikołajka", którego będziemy omawiać po feriach. Podróż minęła szybko. Z Dworca Centralnego zadzwoniłam do taty, że dojechałyśmy szczęśliwie.
Miałyśmy pójść do Centrum Nauki Kopernik, ale przedtem pospacerowałyśmy po Warszawie. Na miejscu zjadłyśmy obiad i zaczęłyśmy zwiedzać. Na początku bardzo mi się nie podobało, bo wszystkie ciekawe eksponaty były zamknięte. Potem było trochę lepiej, ale żałowałam, że nie zobaczyłam Titanica, który widziałam, gdy byłam w Centrum rok temu z klasą.
Za to moja siostra, która była tam pierwszy raz, była zachwycona i do niektórych eksponatów chciała podchodzić po 1000 razy - np. do maszyny robiącej zdjęcia pod wiatr. Z niej pochodzi to zdjęcie - niestety wszyscy zwiedzający mogli je zobaczyć, gdyż było ono wyświetlane na dużym ekranie obok maszyny.
Na koniec zwiedzania poszłyśmy do sklepiku z upominkami. Ja kupiłam sobie hodowlę kryształów, a moja siostra "Planety pana Mikołaja" - książkę do nauki czytania.
Ogólnie, w Warszawie było fajnie, choć o mało nie spóźniłyśmy się na pociąg.



Komentarze
Prześlij komentarz